Przejdź do głównej zawartości

Obcy kontra Meyer

THE HOST- INTRUZ
 Stephenie Meyer



O przeczytaniu tej książki marzyłam od dawna, od bardzo, bardzo dawna. A jak się czegoś bardzo chce... to wiadomo. Tak też było w moim przypadku. Książkę upolowałam w Lidlu za symboliczną kwotę. Powieść w zupełności mnie pochłonęła, a nie jestem zwolennikiem książek o kosmitach czy też najazdach obcych istot z innych planet. Choć nie przeczę, lubuję się w gatunku fantasy.

Ludzkość jest na wymarciu, żyje w podziemiu w ciągłym strachu, zaś obce istoty - Dusze przejęły Ziemię wprowadzając na niej swoje bardzo moralne zasady. Wszystko to brzmi bardzo "aliancko", kosmici i inne stwory, ale nic bardziej mylnego. Nie jest to bowiem typowa powieść o obcych. W książce najbardziej zaskakuje humor, zabawne sceny a raczej dialogi. Przoduje tu postać Jeba, ale nie tylko.
Dwa różne życia w jednym ciele. Melanie i Wagabundy, która jest narratorem i to z jej perspektywy patrzymy na bieg wydarzeń. Ona sama żyła już na wielu planetach, ciągle czegoś szukając. Wszystko to znajduje na Ziemi, lepiej czuje się wśród ludzi niż pośród własnego gatunku. Jej postać uosabia ciągłe dążenie i poszukiwanie szczęścia, spełnienia. Jedyne co irytowało mnie w bohaterce to jej sposób bycia. Wagabunda- Wanda jest do bólu dobra, współczująca aż nudna. Jej dobroć jest czasem wręcz męcząca. Irytuje dlatego, że tacy ludzie po prostu nie istnieją. Myślimy, a to sobie autorka powieści poszalała. Ale Wanda jest Duszą- to charakteryzuje jej gatunek i z tym należy się pogodzić.

Przez cały czas zastanawiało mnie zakończenie. Wydawało mi się, że nie ma złotego środka w całej tej zagmatwanej historii. Ktoś będzie musiał odejść, dla kogoś to wszystko źle się skończy. Koniec końców to walka dwóch różnych światów. I tutaj zakończenie pomimo wszystko zaskakuje. Nie pozostawia niedosytu, ale też nie odpowiada na wszystkie pytania. Jak to u Stephenie Meyer wszystko kończy się dobrze, czyli tak jak powinno. Nie dostajemy wszystkich odpowiedzi, co więcej pojawiają się nowe wątki. Powieść kończy kolejna wyprawa i niezwykłe wydarzenie. Autorka zostawiła otwarte drzwi, aby któregoś dnia z nich skorzystać. Powieść powstała w 2008 r. Znając zamiłowanie Meyer to trylogii możemy się spodziewać kolejnych części, które mają nosić tytuły The Seeker i The Soul. Pierwsze można by przetłumaczyć jako Poszukiwacz, poszukujący czegoś, drugie to po prostu Dusza.

Książka ma także wymiar moralny, porusza kwestie akceptacji, a także docenienia tego co mamy na wyciągnięcie ręki, aspekty przyjaźni i jak to bywa u Stephenie Meyer miłości i namiętności. Bardzo ważny jest także aspekt szacunku dla własnego ciała. Nie bez powodu powieść rozpoczyna wiersz May Swenson amerykańskiej poetki i dramatopisarki, pod tytułem Pytanie. "Ciało mym domem/ rumakiem chartem/cóż biedna pocznę/ kiedy je stracę". 




Rozdziałów 59 plus epilog, a kończąc powieść żałowałam że to już koniec. Ale ja mam tak z każdą ciekawą i fascynującą książką. Z jednej strony czekam na zakończenie, z drugiej chciałabym aby jeszcze trwała. Według mnie to wyznacznik dobrej książki. Polecam wszystkim, a w szczególności tym, którzy skreślili ją jako kolejną powieść o kosmitach. Przyznam szczerze, że nie jest ona w moim odczuciu kolejną pozycją z gatunku inwazji zielonych stworów, czepiając się szczegółów dusze w swej naturze są srebrzyste.

Jakby dziwnych sytuacji i zdarzeń było mało, to i wątek miłosny nie jest banalny. Dwóch mężczyzn kocha dwie różne istoty, ale będące w jednym ciele. Ponadto wątek miłości zakazanej, związek człowieka z przedstawicielem innego gatunku, związek rebelianta z przedstawicielką najeźdźców.

Jednego mi w książce zabrakło. A mianowicie, momentu kiedy Mel dojdzie do głosu. W tym miejscu mam na myśli coś więcej niż dialogi pomiędzy Wandą a Mel. Od początku mamy nadzieję, że Mel odzyska w końcu swoje ciało (w tym momencie zdradzę bieg wydarzeń, za co przepraszam, kto czyta książkę lub ma taki plan niech koniecznie opuści ten akapit ;)) i tak się w końcu dzieje, ale autorka nie ukazała nam tego z punktu widzenia Melanie.Tak naprawdę nie wiemy jak to wyglądało, nie znamy jej pierwszych wrażeń z odzyskania dawnej siebie, z odzyskania wolności. To na ten moment czekałam z niecierpliwością, na reakcje i odczucia bohaterki, jej rodziny, znajomych. Pewnych faktów dowiadujemy się od Wandy, cała reszta to wielka niewiadoma. Oddanie na chwilę narracji w usta Mel wiele by wniosło dobrego do powieści. Ale tego nie ma. A szkoda.

Książkę rozpoczyna motto, w formie podziękowań : " (...) najlepszą częścią każdej opowieści jest miłość " i coś w tym chyba jest. Książka cieszy się dużą popularnością.


Teraz mogę w końcu zobaczyć film ;) porównać i wydać swoją opinię. Czy ponownie książka przebiła film? Bardzo rzadko film okazuje się lepszy od książki. Moim zdaniem wszystko zależy od tego jaką kolejność zastosujemy. Rozpoczynając od filmu książka będzie przewidywalna, być może już nie tak interesująca, bardziej skupimy się na wyłapywaniu różnic niż samej fabule. Jeśli zaś zaczniemy od przeczytania książki, zawsze po obejrzeniu filmu będziemy czuć niedosyt. Lekkie bądź większe rozczarowanie. Osobiście wybieram drugą opcję. I tego będę się trzymać. Choć zdarza mi się łamać tą zasadę. Zobaczymy jak będzie tym razem. Czy moja teoria się sprawdzi? Teraz zabieram się za obejrzenie filmu.

A na koniec spis treści, dla zaostrzenia apetytu ;)


 Krótko i zwięźle nie było, ale jakoś końca się dożyło. Pozdrawiam i życzę udanej lektury.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dewajtis, Maria Rodziewiczówna

Tożsamość przodków zaklęta w naturze Powrót do korzeni, do rodzimej literatury, która kiedyś była bardzo popularna, dziś wyparta przez takie gatunki jak powieści fantasy czy kryminały. Być może to zmęczenie materiału, być może zupełny przypadek . Tytuł sam w sobie nic nikomu nie mówi, ani to imię, ani rzecz, ani miejsce. Niepozorna książeczka z dopiskiem "Klasyka literatury kobiecej tom 2", oznacza tylko tyle, lub aż tyle, że na kolekcję powieści Marii Rodziewiczówny składają się 24 tomy, nie oznacza to 24 powieści, niektóre bowiem mają dwie części, np. powieść "Klejnot". Niewiele wiedziałam o samej autorce, o jej powieściach również, opis z okładki znacząco pomocy nie był. I tak oto rozpoczęła się moja przygoda z Marią Rodziewiczówną. Do dziś wyszukuję w Internecie ciekawostki na temat autorki, i odnajduję wiele wątków biograficznych w jej powieściach. Wspomniany bowiem " Dewajtis " istnieje naprawdę.  Kilka słów o autorce, Maria Rodziewicz...

Banały

Był ładny Pan i ładna Pani, razem ze sobą ładnie wyglądali. Był brzydki Pan i brzydka Pani, niczyjej więc uwagi nie zwracali. Byli też łany Pan i brzydka Pani, a może inszą kolejność przedstawiali? Razem się uzupełniali, lecz ciekawość budzili, ludzie ich na języki brali. Co myślał Bóg gdy rozumem rodzaj ludzki obdarzał, czy się nie wahał gdy wolną wolę ustanawiał? Jedni sokoli wzrok mając szczęścia swego nie widzą, zazdroszczą tym co w oddali, tych co nie znają. Inni krótkowzroczni, czubek własnego nosa ledwie dostrzegają, świata poza sobą nie widzą i chwała im za to! 

Zamknięte w kapsule czasu

WIDZĘ CIĘ TYLKO GDY ZAMYKAM OCZY ... Widzę Cię tylko gdy zamykam oczy, siedzimy w pokoju zapatrzeni, oglądając razem film. Bujasz się lekko do ziemi, przymykasz oczy, znużony upalnym niedzielnym popołudniem. Siedzimy tak razem, jak każdej niedzieli, przysypiasz lekko jak masz to w zwyczaju, budzisz się raz za razem i zerkasz, czy aby na pewno jeszcze tam jestem i też oglądam. Siedzimy tak razem, lecz ta chwila już była. Wyglądam za okno na łąki i pola, które tak kochasz. Słychać naszego psa jak szczeka, gdy widzi nasze twarze, kot błądzi wśród traw w poszukiwaniu jedzenia.  Zwykłe niedzielne popołudnie, takich było wiele, pamiętam je dobrze, choć wówczas były leniwe. Dziś są zamknięte w kapsule, czasem je otwieram, te chwile tak niewinnie szczęśliwe, my razem tak bardzo znużeni. Widzę Cię tylko gdy zamykam oczy, siedzisz tam gdzie zwykle. Nie wiem dlaczego pamiętam te chwile? nic się przecież nie działo! Lecz złapałam je i ukryłam ...