Przejdź do głównej zawartości

Posty

Mortal Instrument: City of Bones

Dary Anioła: Miasto Kości. Mortal Instrument: City of Bones. Ostatnio oglądam zdecydowanie za dużo filmów. Być może to jesienna aura i deszczowa pogoda zachęcają mnie do siedzenia przed ekranem nieco częściej niż zwykle. Ale nie ma co zrzucać winy na pogodę. Jesienią w kinach pojawia się dużo więcej ciekawych filmów niż latem. Choć Dary Anioła można raczej zaliczyć do letnich propozycji, film na ekrany wszedł bowiem już w sierpniu. Czekałam na ten film, wręcz go wyczekiwałam. Zwiastun zrobił swoją robotę, po prostu musiałam zobaczyć ten film. Przyznaję się, nie przeczytałam książki. Tym razem sława filmu dotarła pierwsza. A i ciekawość trudno było mi już dłużej poskromić. Ciekawość zgubą i błogosławieństwem ludzkości. Dziś będzie, krótko i zwięźle, postaram się także aby było na temat ;)  Film w mojej ocenie - jest słaby, tak na 3+, plus za obsadę. Przyznam szczerze, oczekiwałam czegoś więcej, po wyjściu z kina odczuwałam spory niedosyt i rozczarowanie. P...

Starcie tytanów

Ta sama historia opowiedziana na dwa sposoby. Porównanie filmu Intruz z książką Stephenie Meyer . Jakiś czas temu zdałam wam relację i moje wrażenia z przeczytania powieści Stephenie Meyer Intruz. Zapowiedziałam wtedy, że mam w planach obejrzenie filmu. Czekałam jedynie na dogodny dzień i dwie godziny wolnego czasu, tyle bowiem trwa film, a dokładnie 125 minut. Nie były to zmarnowane dwie godziny. Początkowo trudno było mi się  skupić, nic tylko widziałam różnice, wszystko było nie tak jak powinno. Tak mi się przynajmniej wydawało. Chaos. Jedyne co przychodziło mi na myśl. Nie podoba mi się, pomyślałam, po 30 minutach oceniałam film negatywnie. No bo po co zmieniać tak ważne, w mniemaniu czytelnika, fakty. Dlaczego nie przedstawić ich tak, jak zostały opisane w powieści. Po co zmieniać coś, co zostało dobrze zrobione, dobrze napisane.  Książka i film to jednak, moim zdaniem, dwa odrębne byty. Książka jest dziełem autora, film zaś pomimo iż bazuje na książce...

Miszmasz masz The Civil Wars

THE CIVIL WARS   Oczarowali mnie już w pierwszych sekundach utworu The one that got away. Joy Wiliams i John Paul White to nadzwyczajny duet. Głos Joy jest hipnotyzujący zaś głos Johna Paula głęboki. Razem tworzą coś niezwykłego, muzykę która jest niezwykła. Słuchając ich czułam, jakbym czegoś podobnego nigdy w życiu nie słyszała. Zachorowałam na The Civil Wars. Jestem od nich uzależniona. Są świetnym zespołem, ich muzyka jest magiczna. Sama historia zespołu nadaje się co najmniej na powieść. Dwoje ludzi, którzy spotkali  się przez  przypadek, i dzięki im za to. Są stosunkowo młodym zespołem, The Civil Wars narodził się bowiem w 2009 r. Jego twórcy poznali się w Nashville, Tennessee rok wcześniej. Nashville jest amerykańskim centrum muzyki country. Niezwykłe miejsce, miasto które żyje muzyką, i tym razem dało światu okazję do poznania The Civil Wars. Jak sami mówią trudno zakwalifikować ich muzykę do jednego gatunku. To swoisty miszmasz. Nominacja do nagrod...

Obcy kontra Meyer

THE HOST- INTRUZ  Stephenie Meyer O przeczytaniu tej książki marzyłam od dawna, od bardzo, bardzo dawna. A jak się czegoś bardzo chce... to wiadomo. Tak też było w moim przypadku. Książkę upolowałam w Lidlu za symboliczną kwotę. Powieść w zupełności mnie pochłonęła, a nie jestem zwolennikiem książek o kosmitach czy też najazdach obcych istot z innych planet. Choć nie przeczę, lubuję się w gatunku fantasy. Ludzkość jest na wymarciu , żyje w podziemiu w ciągłym strachu, zaś obce istoty - Dusze przejęły Ziemię wprowadzając na niej swoje bardzo moralne zasady . Wszystko to brzmi bardzo "aliancko", kosmici i inne stwory, ale nic bardziej mylnego. Nie jest to bowiem typowa powieść o obcych. W książce najbardziej zaskakuje humor, zabawne sceny a raczej dialogi. Przoduje tu postać Jeba, ale nie tylko. Dwa różne życia w jednym ciele. Melanie i Wagabundy, która jest narratorem i to z jej perspektywy patrzymy na bieg wydarzeń. Ona sama żyła już na wielu planetach, ciągle ...

Powstanie '44

Godzina ta sama, dzień ten sam takie spotkania, powstańczy szum ciągłe rozważania z tamtych dni. Miejsce to samo, lecz inny czas Ludzie ci sami, ciągle wytrwali Oni przetrwali, ciągle czuwali. Walkę wciąż toczą, zacięty bój, ciągle te strzały i huk. Wciąż umierają, choć nie od kul, są powstańcami, bohaterami teraz i tu. Osamotnieni w swoich dążeniach, wiele przetrwali, wiele stracili ale wygrali. Dziś tylko oni wiedzą co się stało,  jak to wtedy było, i co by było gdyby . . .  to wszystko inaczej się potoczyło. Nie ma sensu, nie ma celu  myśleć, gdybać i uparcie trwać przy swoim skoro wtedy nas nie było, tylko oni to przetrwali. Bo niektórzy rozumy wszystkie pozjadali, i powstańców w kąt historii zagnali.  Czesław Śpiew & Mela Koteluk Pieśń o szczęściu

Muzyczne lato

HAYLEY KIYOKO Zielono, kolorowo, tanecznie i bajecznie. Taki jest właśnie teledysk do piosenki A Belle to Remember .  Trudno nie poczuć w nim wakacyjnego klimatu.  Co wyróżnia ten kawałek? szybkość z jaką zapada nam w głowie, chcemy słuchać go bez końca, tańczyć razem z ludźmi z teledysku. A ponad to, taki chyba trochę bajkowy klimat. Kolorowe parasole przywołują mi na myśl Alicję z Krainy Czarów. Przyczyniła się to tego także charakterystyka ludzi z teledysku. Panowie w cylindrach i muchą, pomalowane twarze. Bajkowy świat pośrodku zielonej puszczy.  Nie ma co się rozwodzić, najlepiej zobaczyć i posłuchać. Gorąco polecam na te bardziej i mniej upalne dni ;)

Produkt uboczny świata idealnego

Kot z kulawą nogą nawet nie przystanie, zgubił kule i wielkiej zadyszki dostaje, co mu nie przeszkadza i w trudach nie ustaje, nim mrok go zastanie dokuśtyka i przystanie. Pies z podkulonym ogonem nawet nie zawyje pójdzie w drugą stronę lub obróci szyję ogon podkulony tam też pozostawi żadne to dla niego trudy niesławy. Człowiek wzgardzony też za dobrze nie ma w nosie ma świat a i vice versa to tu nie potrzeba ze swoją wzgardą nawet się polubił, a margines i tak gdzieś tam zgubił.  W idealnym świecie żyć im nie przystoi, tułać się nikczemnie mogą do woli.